Złoty cielec czy złoty środek?


Chodzi o wolny rynek. Pan Piotr Ciompa ma go za złotego cielca, którego trzeba objąć kontrolą - bo jest niebezpieczny.

Porozmawjajmy o tym. Jakie są pana argumenty?

W obliczu inercyjnego konserwatyzmu hierarchów - poszukuje pan nowych środków do głoszenia Dobrej Nowiny. Nie zadawala pana postawa poparcia dla radykalnych haseł nacjonalistów, ponieważ obawia sie pan konfrontacji. Wątpliwości rodzą się też, gdy patrzy pan na papieskie układanie się ze światem - bo grożą one rozmyciem, w świeckim humaniźmie, tego, co unikatowe w Kościele.

Z drugiej strony pisze pan, że żydzi obronili sie przed hellenizacją w II w p.n.e. Ze względu jednak na siłową hellenizację - nie obyło się tam bez walk. Teraz siłowego zawłaszczania chrześcijanstwa nie ma - to i nie wiadomo jak ochronić jego rdzeń. Czy dobrze odczytuję pana dylematy?

I wracam do wolnego rynku. Uważam, że zakodowane w tej ekonomii myślenie wolnościowe - jest złotym środkiem, a nie złotym cielcem. Złotym środkiem do zaktualizowania Dobrej Nowiny właśnie; do nowego wręcz jej odkrycia.

Jestem zdania, że tylko w niekontrolowanym przez rządy społeczeństwie, a więc funkcjonującym w oparciu o dobrowolne umowy, korzystne dla obu stron/uzgadniające wzajemne potrzeby/ - jest w stanie ujawnić się twórczy potencjał jednostek. Celowe działanie na konto osobistego dobra podczas wymiany - staje się źródłem dobra ogólnego, nie inaczej.

A na wolnym rynku wymiany idei znajdą się i rozwiązania do zrozumienia sensu religii i nauk Jezusa. Hmm, i sądzę, że będzie to miało charakter zatoczenia koła historii, powrotu do żydostwa sprzed hellenizacji, powrotu do źródeł.