"Bóg jest duchem" (J.4,24) - interpretacja Jezusa....


@Rabarbar - tutaj przeniosłam dyskusję.

Stawiam tezę, że tytułowe stwierdzenie Jezusa jest jego osobistą interpretacją natury Boga ST. W kluczu swego rozpoznania intuicyjno-intelektualnego, wydarzenia biblijne tak a nie inaczej odczytał, rozpowszechnił tę narrację i według niej sfinalizował swe życie. Kościół Jezusową interpretację zadekretował i naucza tak do dziś.  

"Jeśli Jezus Chrystus jest Bożym Synem, Bogiem-Człowiekiem, w takim razie spełnia Pani postulat, aby Bóg przyjął w relacji z ludźmi materialną postać Człowieka - nie jakiejś zjawy, ale żyjącego z krwi i kości, potrzebującego pożywienia, odpoczynku, snu. Człowieka, którego można dotknąć ręką, zranić, a nawet zabic" - napisał Pan. Nie, Jezus jako człowiek nie spelnia mego 'postulatu' materialnego Boga. Chodzi mi o Kreatora ziemskiego człowieka, ze ST. Powyższe zdanie zatrzymało mnie jednak dłużej i pomyślałam, że być może odczuwa Pan smutek/wzruszenie?/ na myśl o śmierci Jezusa, śmierci tego, kto poswięca swe dobra osobiste dla innych - bo ważna jest dla Pana taka postawa. Czy tak?

Wracając do duchowej natury Boga. Pisze Pan, że Jezus już ją dzieli z Ojcem, i z człowiekiem jest tak samo, tak? A przecież w ks. Rdz człowiek był przeznaczony do życia w ciele/nieśmiertelności. Bóg 'lepi' człowieka - i ta istota cielesna, w zamierzeniach, miałaby dzielić wspólnotę z Bogiem-duchem? Ciało z duchem dobrze by się miało...?

Pisze Pan, że nie jesteśmy gotowi na spotkanie Boga-ducha, czyli z tego wynika, że śmierć jest konieczna, bo ducha losem jest przebywać z duchem? Według mnie, to wszystko nie trzyma się logiki. Koncepcja Boga materialnego, genetycznie organizujacego i programującego życie istoty samoświadomej na Ziemi - 'Uczyńmy człowieka na nasz obraz, nam podobnego", sensowniej tlumaczy świat.